Przejdź do treści

Gdy Chiny wychodzą poza pierwszą linię wysp, sojusznicy USA, tacy jak Japonia i Filipiny, prowadzą obserwację z bliska.

Dwóch mężczyzn w mundurach obserwujących statki na morzu przez lornetki, na stole mapa i tablet.

Across the Indo-Pacyfik rosnący zasięg militarny Chin zmusza Waszyngton i jego najbliższych partnerów do ponownego przemyślenia tego, jak odstraszać wojnę na morzu i w powietrzu. Rywalizacja nie dotyczy już tylko flot i myśliwców. Chodzi o to, kto potrafi je najszybciej zbudować, rozmieścić i zastąpić - oraz kto kontroluje wąski pas wysp, który trzyma chińską marynarkę „w klatce” albo pozwala jej swobodnie operować.

Pierwszy Łańcuch Wysp staje się linią frontu

Pierwszy Łańcuch Wysp to luźny łuk lądów rozciągający się od północnych wysp Japonii, przez Tajwan i Filipiny, aż po Borneo. Przez dekady funkcjonował jako odległa linia na mapach wojskowych. Dziś staje się codzienną rzeczywistością dla społeczności nadbrzeżnych, straży przybrzeżnych i załóg lotniczych działających niemal „nos w nos” z siłami chińskimi.

Chiny przeciskają się przez luki w łańcuchu wysp, podczas gdy sojusznicy USA ścigają się, by obserwować, śledzić i - w razie potrzeby - blokować ten ruch.

Na forum bezpieczeństwa Shangri-La Dialogue w Singapurze sekretarz obrony USA Pete Hegseth ostrzegł, że chińska rozbudowa wojskowa - na lądzie, na morzu, w kosmosie i w cyberprzestrzeni - przekształca regionalną kalkulację ryzyka. Wskazał na sceny, które stały się ponuro znajome: użycie armatek wodnych przeciw filipińskim jednostkom zaopatrzeniowym, taranowanie i niebezpieczne manewry w pobliżu japońskich wysp oraz mielizny zamieniane w ufortyfikowane posterunki na Morzu Południowochińskim.

Te incydenty, kiedyś traktowane jako odosobnione zaostrzenia sytuacji, są dziś postrzegane jako element szerszej kampanii: stałej presji mającej osłabić roszczenia rywali i normalizować chińską kontrolę.

Chińskie stocznie i fabryki zmieniają zasady gry

Za napiętymi konfrontacjami na morzu kryje się historia przemysłowa. Chińskie stocznie produkują okręty wojenne, jednostki straży przybrzeżnej i statki morskiej milicji w tempie, które niepokoi strategów w Waszyngtonie, Tokio i Manili.

Zdolność Pekinu nie tylko do zbudowania dużej floty, lecz także do szybkiego odtworzenia potencjału bojowego po stratach, stanowi fundament nowego rodzaju wyzwania dla odstraszania.

Ta przewaga przemysłowa nie kończy się na linii wody. Chiny zwiększają również produkcję i modernizację samolotów, pocisków, satelitów oraz systemów walki elektronicznej. Ich siły rakietowe należą już do największych na świecie, dysponując arsenałem zaprojektowanym tak, by trzymać siły USA i sojuszników na dystans.

Analitycy twierdzą, że ta skala zmienia sposób myślenia mniejszych państw. Dopasowywanie „okręt za okręt, pocisk za pocisk” przestaje być realne dla krajów takich jak Japonia, Filipiny czy Wietnam. Zamiast tego sięgają one po tańsze narzędzia, które mogą uszkodzić chińskie siły lub odmówić im dostępu, nawet jeśli nie są w stanie konkurować liczebnie.

Odpowiedzi asymetryczne: pociski i drony

W całej Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej ministerstwa obrony po cichu kupują zdolności asymetryczne. Lista celów wygląda podobnie w wielu stolicach:

  • Nadbrzeżne pociski przeciwokrętowe, by z lądu zagrażać chińskim jednostkom
  • Bezzałogowe drony powietrzne i nawodne do obserwacji i nękania
  • Mobilne wyrzutnie rakiet, trudne do wykrycia i zniszczenia
  • Sieci małych sensorów do monitorowania cieśnin i „wąskich gardeł” (chokepoints)

Filipiny i Wietnam wykazują na przykład duże zainteresowanie indyjskim naddźwiękowym pociskiem przeciwokrętowym BrahMos, który może komplikować działania Chin na ruchliwych, wąskich akwenach. Indonezja rozważa floty dronów i systemy nadbrzeżne, które dałyby jej lepszą świadomość sytuacyjną i większą siłę rażenia wokół rozproszonych wysp.

W Waszyngtonie logika brzmi znajomo. Jednostki US Marine Corps są przekształcane w mniejsze, bardziej zwinne formacje zaprojektowane do działania z łańcuchów wysp, przenoszące własne pociski i drony, by zagrażać chińskim okrętom z większych odległości.

Japonia i Filipiny: oczy i uszy łańcucha

Dwa państwa znajdują się w sercu tej nowej mapy: Japonia na północy i Filipiny na południu. Ich położenie geograficzne czyni je nieuniknionymi czynnikami w każdym kryzysie wokół Tajwanu lub szerzej - w obrębie Pierwszego Łańcucha Wysp.

Kraj Kluczowa rola w Pierwszym Łańcuchu Wysp
Japonia Wspiera Tajwan od północy, gości główne bazy USA, monitoruje morskie i powietrzne szlaki na Pacyfik
Filipiny Kontrolują punkty dostępu do Morza Południowochińskiego i południowe podejścia do Tajwanu, goszczą rotacyjnie siły USA

Przemysłowa i geograficzna dźwignia Japonii

Japonia wnosi coś więcej niż tylko lokalizację. To duża potęga przemysłowa i technologiczna, z zaawansowanymi zdolnościami w stoczniach, lotnictwie i sektorze kosmicznym. Jej marynarka wojenna - wciąż ograniczana powojennymi limitami prawnymi, ale coraz aktywniejsza - jest powszechnie uznawana za jedną z najbardziej kompetentnych w regionie.

Tokio zwiększa obecnie wydatki obronne z okolic 2% PKB w kierunku potencjalnie 3–4% - zmiana, która szybko nabiera znaczenia ze względu na wielkość gospodarki. Środki te trafiają na nowe pociski, obronę cybernetyczną, rozpoznanie satelitarne oraz wzmocnienie sił morskich.

Gdyby Tajwan został objęty blokadą, japońskie porty, lotniska i morskie szlaki komunikacyjne byłyby „linią życia” dla długotrwałej pomocy USA.

Ta rzeczywistość czyni Japonię jednocześnie niezbędnym sojusznikiem i potencjalnym celem. Jeśli Chiny próbowałyby odizolować Tajwan, japońskie trasy zaopatrzeniowe również mogłyby znaleźć się pod presją, zmuszając Tokio do decyzji strategicznych szybciej niż kiedykolwiek od czasów zimnej wojny.

Filipiny jako południowy strażnik bramy

Dalej na południe Filipiny leżą na szlakach morskich prowadzących z Pacyfiku na Morze Południowochińskie i dalej w kierunku Tajwanu. Chińska straż przybrzeżna i jednostki milicji morskiej już patrolują okolice raf kontrolowanych przez Filipiny, często ścierając się ze statkami Manili.

Niedawne porozumienia obronne umożliwiły rotacyjne rozmieszczenie amerykańskich żołnierzy i sprzętu w większej liczbie filipińskich baz, w tym w lokalizacjach bliżej Tajwanu. Oczekuje się, że Pułki Przybrzeżne Marines (US Marine Littoral Regiments) będą wykorzystywać te miejsca do szkolenia i - jeśli zajdzie potrzeba - do wysuniętego rozmieszczenia podczas kryzysów.

Dla Waszyngtonu dostęp do terytorium Japonii i Filipin nie jest luksusem. Bez niego każda próba przeciwdziałania chińskim systemom „anti-access/area denial” (A2/AD) wyłącznie z Guamu lub Hawajów byłaby rozciągnięta w czasie i spowolniona.

Amerykańscy oficerowie po cichu przyznają, że bez Japonii i Filipin USA miałyby trudność, by działać jako realna potęga indo-pacyficzna na Pierwszym Łańcuchu Wysp.

Rozpoznanie i obserwacja: kontrolowanie wyjść i wejść

Japonia i Filipiny to nie tylko potencjalne „platformy startowe”. To także kluczowe węzły rozpoznania i obserwacji. Ich radary, samoloty patrolowe, stacje nadbrzeżne i sensory na dnie morskim dostarczają stałego obrazu sytuacji, którego siły sojusznicze potrzebują do śledzenia chińskich ruchów.

Duża część tej pracy odbywa się z dala od kamer: japońskie i amerykańskie samoloty śledzące okręty podwodne, filipińskie kutry straży przybrzeżnej cieniujące chińskie statki badawcze, satelity mapujące nowe prace budowlane na odległych obiektach.

Szczególnym atutem pozostają amerykańskie siły podwodne. Amerykańskie okręty podwodne o napędzie konwencjonalnym i atomowym (zwłaszcza uderzeniowe) wciąż mają wyraźną przewagę jakościową nad chińskimi odpowiednikami. Zapewnienie, by te jednostki mogły swobodnie przemieszczać się przez Pierwszy Łańcuch Wysp, przy jednoczesnym utrudnianiu chińskim okrętom „wyślizgnięcia się” bez wykrycia, jest kluczowym celem operacyjnym.

Odstraszanie poprzez stałą presję

Wyłaniający się model odstraszania w Indo-Pacyfiku coraz mniej przypomina lotniskowiec stojący u wybrzeża, a coraz bardziej siatkę sojuszników, sensorów i uzbrojenia tworzących trwałe tarcie dla każdego chińskiego ruchu.

Dla Pekinu każda próba wyjścia poza łańcuch wysp powinna - w idealnym scenariuszu - oznaczać bycie zauważonym, śledzonym i namierzonym z wielu kierunków. Dla Waszyngtonu i jego partnerów wyzwaniem jest utrzymanie na tyle dobrej koordynacji i na tyle silnej bazy przemysłowej, by ta siatka przetrwała presję kryzysu.

Kluczowe pojęcia kształtujące rywalizację

Kilka terminów technicznych wyznacza dziś ramy codziennej debaty o bezpieczeństwie Indo-Pacyfiku. Zrozumienie części z nich pomaga pojąć stawkę.

  • Pierwszy Łańcuch Wysp (First Island Chain): najbliższy pierścień wysp u wybrzeży Chin, obejmujący m.in. Japonię, Tajwan i Filipiny, który może ograniczać chińskie siły albo służyć jako punkty wyjścia do działań.
  • A2/AD (anti-access/area denial): warstwy pocisków, obrony powietrznej, okrętów i lotnictwa zaprojektowane, by trzymać przeciwnika na dystans i zawężać jego opcje.
  • Taktyki „szarej strefy” (gray-zone tactics): działania takie jak taranowanie, użycie armatek wodnych czy „cywilne” floty milicyjne, które nie przekraczają progu wojny, ale zmieniają fakty na morzu.
  • ISR (intelligence, surveillance and reconnaissance): sieć radarów, satelitów, dronów i okrętów podwodnych dostarczająca informacji w czasie zbliżonym do rzeczywistego do centrów dowodzenia.

Te pojęcia nie są już abstrakcyjne. Rybacy na Filipinach żyją z taktykami szarej strefy, gdy chińskie jednostki blokują ich tradycyjne łowiska. Mieszkańcy południowo-zachodnich wysp Japonii częściej obserwują przeloty samolotów wojskowych. Inżynierowie w Tokio i Manili dyskutują, gdzie umieścić nowe systemy radarowe i rakietowe, które pewnego dnia mogą zostać użyte w realnym konflikcie.

Stratedzy coraz częściej przeprowadzają symulacje, które zaczynają się od kryzysu wokół pojedynczej rafy lub strefy obrony powietrznej, a następnie szybko się rozszerzają, testując: jak szybko Japonia i Filipiny mogą otworzyć bazy, jak szybko amerykańskie okręty podwodne mogą ruszyć do przodu oraz ilu chińskim okrętom realnie mogłyby zagrozić łączne zapasy pocisków w regionie. Ćwiczenia te uwidaczniają zarówno ryzyko błędnej kalkulacji, jak i rosnące znaczenie sojuszników „pierwszej linii” wzdłuż Pierwszego Łańcucha Wysp.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz