Na dużej konferencji marynarki wojennej w San Diego starsi dowódcy wojsk nawodnych przedstawili, dlaczego ich zdaniem nowa klasa ogromnych pancerników „Trump-class” jest jedynym realistycznym sposobem na upakowanie uzbrojenia, sensorów i mocy, których - jak twierdzi flota - będzie potrzebować w przyszłych wojnach.
Dlaczego admirałowie mówią, że niszczyciele doszły do twardej granicy
Od lat marynarka opiera się w dużej mierze na niszczycielach typu Arleigh Burke jako kręgosłupie sił nawodnych. Najnowsza wersja, Flight III, przenosi zaawansowany system walki Aegis Baseline 10 oraz duży zestaw pocisków, radarów i elektroniki.
Według wiceadm. Brendana McLane’a, oficera odpowiedzialnego za siły nawodne Floty Pacyfiku USA, ten okręt jest dziś już „nasycony”.
Najwyższy oficer wojsk nawodnych marynarki mówi, że niszczyciel Flight III jest „dopchany do granic” i nie ma miejsca na duże nowe systemy.
Występując na konferencji WEST 2026, McLane powiedział, że inżynierom zasadniczo skończyły się rezerwy przestrzeni, masy i mocy na kadłubie Flight III. Następnie służba próbowała rozwiązać ten problem poprzez planowany niszczyciel nowej generacji, znany jako DDG(X) - i natychmiast natrafiła na kolejną ścianę.
Zespoły projektowe ustaliły, że muszą wybierać między kluczowymi systemami uzbrojenia, które dowódcy upierają się mieć na morzu jednocześnie.
W projekcie DDG(X) planiści marynarki musieli wybrać: albo duże działo, albo pociski hipersoniczne - ale nie oba naraz - bez poświęcania pojemności rakietowej.
Taki kompromis - argumentował McLane - jest nie do zaakceptowania, jeśli marynarka chce okrętów zdolnych do równoczesnej walki z pociskami, samolotami, okrętami i celami lądowymi w konflikcie o najwyższej intensywności.
Argumenty za pancernikiem Trump-class
Administracja Trumpa ogłosiła w grudniu, że chce kupić początkową parę nowych pancerników, z orientacyjnym celem 20–25 jednostek w przyszłości. Marynarka potwierdziła teraz, że okręty te zastąpią planowany program DDG(X).
Jednostki „Trump-class” miałyby być znacznie większe niż obecne okręty nawodne. Niszczyciele typu Zumwalt mają wyporność około 15 000 ton. Nowe pancerniki są wstępnie określane na 30 000–40 000 ton, czyli ponad dwukrotnie więcej.
Ta dodatkowa objętość i moc jest kluczowa dla uzbrojenia, o którym mówią politycy i admirałowie:
- Pociski hipersoniczne do uderzeń dalekiego zasięgu o bardzo dużej prędkości
- Systemy startowe Conventional Prompt Strike (CPS)
- Działa elektromagnetyczne (railguny)
- Broń laserowa dużej mocy do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej
- Większe anteny radarowe i sensory
Trump twierdził, że ostatnie amerykańskie okręty wojenne stały się zbyt małe wobec środowiska strategicznego, mówiąc, że „nie odpowiadają temu, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy”, i łącząc ideę pancernika ze swoim wieloletnim przekazem „pokój poprzez siłę”.
Zumwalt jako poligon doświadczalny dla następnego dużego okrętu
McLane powiedział, że marynarka wykorzysta trzy niszczyciele typu Zumwalt jako pomost między dzisiejszą flotą a koncepcją Trump-class. Nazwał je „najbliższą rzeczą, jaką mamy teraz do pancernika”.
Zumwalty są już modyfikowane, aby przenosić hipersoniczny system pocisków CPS. Ta modernizacja dostarczy marynarce bezcennych danych o tym, jak integrować duże wyrzutnie hipersoniczne, systemy chłodzenia, zapotrzebowanie na energię i sieci naprowadzania w kadłubie okrętu nawodnego.
Plan zakłada testowanie hipersoników i innych systemów wysokiej klasy na Zumwalcie, a następnie przeniesienie wniosków na znacznie większy projekt pancernika.
Railguny i lasery dużej mocy, od dawna tkwiące w kategorii „obiecujące, ale jeszcze niegotowe”, również wymagają ogromnej mocy elektrycznej i możliwości chłodzenia. Marynarka postrzega kadłub Trump-class jako pierwszą platformę, która mogłaby realistycznie pomieścić wszystkie te rodzaje broni w znaczących ilościach.
„Nie spodziewałem się, że usłyszę polecenie budowy pancernika”
Etykieta „pancernik” niesie wciąż duży historyczny bagaż. USA wycofały ostatnie pancerniki typu Iowa w latach 90., a przez lata służba utrzymywała, że te ciężko opancerzone platformy artyleryjskie nie mają miejsca we współczesnej wojnie rakietowej.
Dlatego gdy kontradm. Derek Trinque objął stanowisko dyrektora wojsk nawodnych, nie przewidywał wskrzeszania tego terminu. Mimo to stał się jednym z jego najgłośniejszych zwolenników.
Trinque powiedział, że jego zespół natrafił w DDG(X) na dotkliwą karę projektową: próba zmieszczenia zarówno dużego systemu artyleryjskiego, jak i wyrzutni CPS wymuszała poważne cięcia w liczbie komór pionowego startu - uniwersalnych „tub” rakietowych stanowiących serce siły bojowej nowoczesnego okrętu. Dla jednostki mającej realizować obronę powietrzną, uderzenia przeciwokrętowe i ataki na cele lądowe taki kompromis uznano za zbyt kosztowny.
Wobec tego impasu projektowego Trinque i McLane argumentują, że przejście na kadłub wielkości pancernika ma mniej wspólnego z nostalgią, a więcej z podstawami architektury okrętowej: marynarka po prostu potrzebuje większej objętości, by uniknąć paraliżujących kompromisów.
Co Trump-class mógłby realnie robić na morzu
Marynarka twierdzi, że nowe pancerniki będą elastycznymi zasobami, a nie muzealnymi eksponatami w przebraniu. Wizja obejmuje trzy główne typy działań:
| Rola | Co to oznacza |
|---|---|
| Działania samodzielne | Operowanie w pojedynkę na dalekosiężnych patrolach obecności lub odstraszania, z wystarczającą liczbą sensorów i uzbrojenia, by bronić się i razić odległe cele. |
| W składzie lotniskowcowej grupy uderzeniowej | Pełnienie roli silnie uzbrojonej eskorty i „magazynu rakiet”, zapewniającego dodatkowe warstwy obrony przeciwrakietowej i dalekosiężnej siły uderzeniowej wokół lotniskowca. |
| Dowodzenie grupą uderzeniową okrętów nawodnych | Działanie jako okręt dowodzenia dla zespołu niszczycieli i fregat, koordynujący sensory, środki rażenia i systemy bezzałogowe. |
Oczekuje się też, że rozmiar i moc Trump-class uczynią go naturalnym węzłem dowodzenia i kontroli. Oznacza to więcej miejsca dla sztabu, sprzętu łączności oraz przyszłych systemów współdziałania bezzałogowego, takich jak roje okrętów-dronów sterowanych z centrum informacji bojowej pancernika.
Oszałamiająca cena i ryzyko budżetowe
Congressional Budget Office (CBO) już ostrzegł przed kosztami. W styczniowej estymacji CBO przewidział, że pierwszy pancernik Trump-class może kosztować niemal 21 mld USD, jeśli zostanie zamówiony natychmiast.
Nawet kolejne jednostki mają kosztować od 9 do 13 mld USD za sztukę, w zależności od terminu i wyborów projektowych.
Te kwoty przyćmiewają obecne 2–3 mld USD za duże okręty nawodne. Rodzą trudne pytania o to, z czego marynarka musiałaby zrezygnować, by sfinansować flotę ponad 20 pancerników.
Opóźnianie programu nie czyni go tańszym. CBO ostrzegł, że przesuwanie decyzji w czasie prawdopodobnie podniesie koszty, ponieważ zarówno inflacja, jak i złożoność przełomowych systemów uzbrojenia nadal rosną.
Dlaczego rozmiar ma znaczenie dla przyszłej broni morskiej
Dla wielu czytelników idea „pancernika” brzmi nie na miejscu w epoce dronów i cyberwojny. Jednak technologie napędzające ten zwrot - pociski hipersoniczne, broń energii skierowanej, ogromne anteny radarowe - są bezlitośnie fizyczne.
Broń hipersoniczna porusza się z prędkością ponad pięciokrotnie większą od prędkości dźwięku. Wymaga dużych wyrzutni, zaawansowanych systemów naprowadzania oraz rozbudowanego chłodzenia i zasilania. Railguny używają sił elektromagnetycznych do wystrzeliwania pocisków z ekstremalną prędkością, pobierając ogromne impulsy energii elektrycznej. Lasery dużej mocy potrzebne do zestrzeliwania pocisków lub dronów muszą być zasilane przez potężne generatory i wspierane przez solidne instalacje chłodnicze.
To wszystko zajmuje miejsce. Wymaga też masy i zdolności elektroenergetycznych. Dlatego marynarka wciąż wraca do prostego wniosku: jeśli chce zmieścić wszystko na jednym, odpornym i zdolnym do walki kadłubie, ten kadłub musi być znacznie większy niż konwencjonalny niszczyciel.
Kluczowe terminy i ich znaczenie
Kilka pojęć pojawiających się w debacie o Trump-class bywa używanych bez wyjaśnienia:
- Conventional Prompt Strike (CPS): amerykański program mający zapewnić wojsku zdolność rażenia celów o wysokiej wartości w dowolnym miejscu na Ziemi w około godzinę, przy użyciu niejądrowej, dalekosiężnej broni hipersonicznej.
- Komora pionowego startu (VLS): „tuba” osadzona w pokładzie okrętu, służąca do odpalania różnych pocisków pionowo w górę, zanim przechylą się w stronę celu. Liczba komór jest przybliżoną miarą pojemności rakietowej okrętu.
- Grupa uderzeniowa okrętów nawodnych (surface action group): niewielka formacja okrętów nawodnych - często niszczycieli i fregat - przeznaczona do polowania na okręty przeciwnika, kontrolowania szlaków morskich lub rażenia celów przybrzeżnych.
Scenariusze pokazujące, jak okręty Trump-class mogłyby być użyte
W kryzysie na zachodnim Pacyfiku pancernik Trump-class mógłby stać setki mil od wybrzeża przeciwnika, działając jednocześnie jako tarcza i miecz. Jego lasery i pociski mogłyby pomóc chronić grupę lotniskowcową przed masowymi atakami pocisków i dronów. Jednocześnie jego baterie hipersoniczne mogłyby zagrozić kluczowym centrom dowodzenia, bazom lotniczym i stoczniom na lądzie.
W scenariuszu o niższej intensywności pojedynczy pancernik mógłby patrolować sporne wody z kilkoma eskortami i jednostkami bezzałogowymi. Sama jego obecność - najeżona widocznym uzbrojeniem i wsparta dalekosiężnymi sensorami - wysyłałaby polityczny sygnał, jednocześnie zapewniając pływające laboratorium testowe dla nowych systemów railgunów lub laserów w warunkach operacyjnych.
Największym ryzykiem jest koncentracja. Umieszczenie tak dużych zdolności i tak wielkich pieniędzy w niewielkiej liczbie bardzo dużych okrętów tworzy kuszący zestaw celów. Przeciwnicy mogą skoncentrować własne hipersoniki, narzędzia cybernetyczne i siły podwodne na unieruchomieniu lub zatopieniu choćby jednej z tych jednostek. Marynarka będzie musiała wyważyć surową siłę bojową każdego kadłuba Trump-class wobec podatności i politycznego wstrząsu, jaki wywołałaby jego utrata.
Zwolennicy odpowiadają, że większy kadłub może też przyjąć więcej uszkodzeń, pomieścić bardziej warstwową obronę i przenosić systemy redundantne. Przedstawiają Trump-class jako pływający arsenał, centrum dowodzenia i poligon dla rodzących się technologii, argumentując, że przyszłe konflikty ukarzą każdą flotę, która pojawi się niedostatecznie uzbrojona lub niedostatecznie „zasilona”.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz