Przejdź do treści

„Przygotowania do wojny”: ponury realizm na francuskiej konferencji morskiej

Osoby planujące trasę na mapie, z laptopami i tabletem na stole w sali konferencyjnej.

Tegoroczna Paryska Konferencja Morska bardziej ostrzeżeniem niż rutyną

Tegoroczna Paryska Konferencja Morska brzmiała mniej jak rutynowe spotkanie obronne, a bardziej jak ostrzeżenie. Francuscy dowódcy marynarki oraz przedstawiciele NATO wykorzystali dwudniowe wydarzenie, by przekonywać, że wojna o wysokiej intensywności w Europie i wokół niej nie jest już odległym scenariuszem. Od niedoborów okrętów po obciążenie psychiczne załóg - mówcy opisywali floty, które muszą szybko się zmienić, jeśli mają przetrwać następną dekadę.

Wystąpienie otwierające oparte na sześciu niepokojących słowach

Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Francji, gen. Fabien Mandon, nadał ton już w przemówieniu inauguracyjnym. Sprowadził agendę do jednego, surowego zdania.

„Dziś przygotowujemy się do wojny” - powiedział, jasno dając do zrozumienia, że planowanie nie jest już ujmowane w kategoriach abstrakcyjnego odstraszania, lecz konkretnego oczekiwania.

Mandon przyznał, że francuska marynarka nie jest tam, gdzie - jego zdaniem - powinna być. Flota, argumentował, ma zbyt mało okrętów i za mało nowoczesnego uzbrojenia, zwłaszcza pocisków dalekiego zasięgu o dużej sile rażenia. Ten brak zmusza Francję do ryzykownego zakładu na uzbrojenie, które musi pozostać użyteczne przez dekady.

Opisał zakupy jako długoterminowy hazard: to, co państwo zamówi teraz, nadal będzie w służbie za 60 lat. To podnosi stawkę każdej decyzji projektowej - od zasięgu pocisków po łatwość modernizacji systemów.

Wiceadm. Alban Lapointe, zastępca szefa francuskiej marynarki, przesunął horyzont czasowy jeszcze bliżej. Europa - mówił - musi być gotowa do 2030 r. na konflikt „w każdej domenie”, czyli na powierzchni, pod wodą, w powietrzu, w cyberprzestrzeni, a nawet na orbicie.

Rosja, drony i kruszący się porządek oparty na zasadach

Panel szefów marynarek z Francji, Włoch, Holandii, Wielkiej Brytanii i USA nakreślił obraz zagrożeń rozciągający się od Bałtyku po Morze Czerwone. Tylko amerykański admirał Daryl Caudle wskazał Chiny. Europejczycy w większości wskazywali na Rosję, której wojna w Ukrainie przeformułowała planowanie wojskowe tuż przy ich granicach.

Adm. Nicolas Vaujour, szef francuskiej marynarki, argumentował, że tradycyjne „narzędzia międzynarodowej regulacji” przestają działać. Traktaty i normy dyplomatyczne - mówił - kruszą się, a jednocześnie technologia umożliwia ataki z:

  • dna morskiego (na kable i rurociągi)
  • powierzchni (okręty, drony, żegluga handlowa)
  • powietrza (pociski, samoloty, bezzałogowce)
  • kosmosu (satelity i czujniki bazujące w przestrzeni kosmicznej)

Wskazał na sukcesy Ukrainy przeciwko rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej, osiągane dzięki dronom morskim i improwizowanym systemom. Dla niego to dowód, że zwinność może przeważyć nad „dziedziczonym” tonażem.

Lekcja z Ukrainy - mówił Vaujour - jest taka, że siły morskie muszą być „z założenia adaptowalne”, co jest „naprawdę trudne” w przypadku drogich okrętów projektowanych na dekady.

Adm. Caudle podkreślił inną zmianę: spadający próg wejścia do poważnych zdolności wojskowych. Grupy takie jak Huti, odpalające pociski balistyczne i manewrujące przez Morze Czerwone, potrafią rzucać wyzwanie zaawansowanym marynarkom za ułamek tradycyjnych kosztów.

Niepewność, taktyka „szarej strefy” i „nowa normalność”, której nie wolno zaakceptować

Gen. Sir Gwyn Jenkins, zastępca szefa Sztabu Obrony Wielkiej Brytanii i z pochodzenia Royal Marine, ostrzegł, że połączenie szybkich zmian technologicznych i fragmentaryzującego się porządku globalnego tworzy głęboką niepewność. Ubolewał, że uwaga opinii publicznej zdaje się odpływać od wojny w Ukrainie, podczas gdy Rosja wciąż intensywnie inwestuje w swoją flotę północną.

Samo dodanie większej liczby fregat i okrętów podwodnych nie wystarczy - argumentował Jenkins. Sojusz potrzebuje nowych podejść operacyjnych, w tym lepszej integracji systemów załogowych i bezzałogowych oraz bardziej elastycznych projektów okrętów.

Wiceadm. Harold Liebregs z Holandii opisał codzienną presję „szarej strefy” na wodach europejskich: jednostki powiązane z Rosją krążące w pobliżu infrastruktury krytycznej, drony nad głowami, zagłuszanie lub blokowanie sygnałów nawigacji satelitarnej.

Liebregs upierał się, że tych działań „nie wolno akceptować jako nowej normalności” i wezwał sojuszników, by „podnieśli poprzeczkę i przygotowali się do wojny”.

W rozmowie z dziennikarzami poszedł dalej, sugerując, że nawet jeśli strzelanina w Ukrainie ucichnie, Rosja prawdopodobnie sprowokuje kolejną konfrontację w innej formie.

Płytkie głębiny Morza Śródziemnego i nowi gracze

Włoski adm. Giuseppe Berutti-Bergotto skierował uwagę na południe. Rzym mniej martwi się Arktyką, a bardziej Morzem Śródziemnym i południową flanką. Ten region - mówił - cechują niestabilne państwa, powracające potęgi oraz „nowi gracze” testujący granice NATO.

Zauważył, że Morze Śródziemne jest relatywnie płytkie jak na standardy oceaniczne. Najgłębszy punkt, Głębia Kalipso w pobliżu Grecji, ma nieco ponad 5000 metrów, ale znaczna część basenu to raczej okolice 3000 metrów. Współczesna technologia podmorska potrafi już schodzić na takie głębokości.

To sprawia, że rurociągi, kable komunikacyjne i inna infrastruktura dna morskiego są znacznie bardziej narażone, a także otwiera drogę do skrytych operacji sabotażowych, które trudno wykryć i jednoznacznie przypisać.

Ludzie, maszyny i poszukiwanie nowej proporcji

Wszyscy liderzy marynarek zgodzili się co do jednej strukturalnej zmiany: przyszłe floty będą opierać się na mieszance platform załogowych i bezzałogowych. Okręty będą potrzebowały modułowych przestrzeni, które można szybko rekonfigurować pod drony, czujniki lub pakiety uzbrojenia.

„Kluczowe jest to, jak sprawić, by ludzie i maszyny współpracowały” - podkreślił Jenkins, ujmując problem jako kwestię zaufania, szkolenia i projektu.

To oznacza, że niszczyciel może wypłynąć z innym zestawem bezzałogowych jednostek nawodnych lub podwodnych w zależności od misji. Implikuje to także nowe doktryny dotyczące tego, kto czym steruje, oraz jak dane z wielu autonomicznych systemów są scalane w czasie rzeczywistym na zatłoczonym mostku lub w centrum operacyjnym.

Przemysł ma przyspieszyć i myśleć szerzej

Mówcy z rządów i firm obronnych argumentowali, że stocznie i dostawcy muszą przygotować się na długotrwałą produkcję wysokowolumenową.

Gen. Marie David z francuskiej agencji zakupów DGA powiedziała, że Paryż celowo rozprasza kontrakty morskie między kilka stoczni, by budować odporność i tempo. Około 1000 firm zasila francuską obronę morską - mówiła - z czego mniej więcej 250 uznaje się za krytyczne.

Te przedsiębiorstwa nie są jeszcze w pełni obciążone pracą wojskową. Rząd celuje w to, by około 20% ich obrotów pochodziło z kontraktów obronnych, co zostawia przestrzeń do skokowego zwiększenia produkcji w kryzysie.

Jeden przykład: dziesięć nowych oceanicznych okrętów patrolowych zamówionych przez Francję podzielono między trzy stocznie, zamiast powierzyć całość jednemu głównemu wykonawcy. Taki podział ma przynieść wcześniejsze terminy dostaw i zmniejszyć ryzyko wąskiego gardła.

David argumentowała, że inną dźwignią jest po prostu wymaganie mniej. Ograniczając specyfikacje i akceptując bardziej standaryzowane projekty, marynarki mogą szybciej otrzymywać okręty i sprzęt. Wskazała też na współpracę europejską jako sposób dzielenia kosztów i harmonizacji wymagań.

Dozbrajanie Europy: radary, sonary i zapasy

Szefowie przemysłu powtórzyli apel o szybkość. Thierry Weulersse, wysoki rangą przedstawiciel Thalesa, powiedział, że firma zamierza zwiększyć tempo produkcji radarów od dwóch do czterech razy oraz podnieść produkcję sonarów opuszczanych (dipping sonar) nawet ośmiokrotnie.

Podkreślił, że firmy muszą pozostać odpowiedzialne za utrzymanie swojego sprzętu w działaniu w terenie. Oznacza to więcej wsparcia technicznego delegowanego wraz z flotami, czasem w ryzykowne obszary. Wielu pracowników Thalesa jest też rezerwistami, co pozwala im działać w strefach walk bez traktowania ich jak cywilów.

Z Safrana były kapitan francuskiej marynarki Olivier Burin des Roziers argumentował, że Europa potrzebuje większych zapasów kluczowych komponentów i większych mocy wytwórczych do budowy tańszego sprzętu „wystarczająco dobrego” w dużych ilościach. Systemy najwyższej klasy nadal są ważne - mówił - ale wojny często rozstrzyga to, kto potrafi produkować i uzupełniać straty na dużą skalę.

Dane jak amunicja - i argument za analogowymi zabezpieczeniami

Nowe formy wojny nie ograniczają się do pocisków i dronów. Dane i moc obliczeniowa szybko stają się centrum działań morskich.

Kmdr por. Bryan McCavour z Royal Navy nazwał opanowanie danych „niezbędnym” do wygrywania przyszłych bitew. Bez tego - ostrzegał - nawet silnie uzbrojona flota ryzykuje porażkę.

Dla McCavoura „dane są amunicją, ale potrzebujemy działa, a tym działem jest moc obliczeniowa”, która musi być odporna zarówno na morzu, jak i na lądzie.

Argumentował, że wojska nie mogą polegać wyłącznie na krajowych serwerach i systemach szytych na miarę. Będą musiały korzystać z komercyjnej chmury i infrastruktury obliczeniowej, by przetwarzać ogrom informacji.

Jednak szef szkolenia francuskiej marynarki, kpt. Jérome Henry, przedstawił mocną kontrę. W świecie zagłuszania i cyberataków chce, by marynarze na nowo opanowali umiejętności sprzed epoki cyfrowej, w tym nawigację sekstantem i ręczne nanoszenie pozycji.

Opisał ćwiczenia, w których załogi symulują całkowitą utratę GPS i elektronicznych map, co zmusza je do powrotu do papieru, kompasów i gwiazd. Staromodne techniki - mówił - nie dają się zhakować.

Stres, symulatory i ludzki koszt operacji wysokiej intensywności

Henry mówił też otwarcie o obciążeniu psychologicznym załóg. Jako dowódca francuskiej fregaty Alsace kierował operacjami na Morzu Czerwonym, gdzie jego okręt odpalał pociski Aster, by przechwytywać zagrożenia balistyczne wystrzeliwane przez siły Huti.

Te starcia ujawniły lukę. Załoga - mówił - mierzyła się z poziomami stresu, do których nie była szkolona. Tempo wydarzeń, ryzyko porażki i ciągła czujność wyczerpywały marynarzy.

Od tego czasu francuscy instruktorzy zaczęli używać symulatorów, które celowo podbijają tętno przed treningiem bojowym, zmuszając marynarzy do działania już pod fizycznym i psychicznym obciążeniem.

Ćwiczenia mogą teraz zaczynać się od biegu lub pompek, a następnie przechodzić w scenariusze, w których wiele zagrożeń pojawia się jednocześnie. Celem jest uczynienie stresu elementem standardowego szkolenia, zamiast czegoś, z czym załoga styka się po raz pierwszy w realnej wymianie ognia.

Logistyka, statki cywilne i nowa linia frontu

Emerytowany wiceadm. Marc Aussedat, były dowódca francuskich sił uderzeniowych, zwrócił uwagę na mniej efektowny, ale decydujący czynnik: logistykę. Marynarki są z natury ekspedycyjne - mówił. Każda grupa zadaniowa musi wiedzieć, jak długo może działać, zanim będzie potrzebować paliwa, żywności lub amunicji, oraz skąd te zasoby się wezmą.

Argumentował, że w nowoczesnym konflikcie „każdy węzeł jest linią frontu” - od portowego składu paliw po centrum danych obsługujące informacje celownicze. Linie zaopatrzenia muszą być projektowane od początku z myślą o odporności i redundancji.

Francja - ujawnił - analizuje możliwość użycia statków cywilnych jako wsparcia wojskowej logistyki, podobnie jak rozważane już podejścia w Chinach. Mogłoby to obejmować komercyjne statki towarowe wstępnie przygotowane do przewozu ładunków wojskowych albo promy przeznaczone do szybkiej konwersji w kryzysie.

Kluczowe koncepcje kształtujące floty jutra

Podczas konferencji wielokrotnie powracało kilka idei technicznych, sugerując, jak marynarki spodziewają się walczyć w latach 30. XXI wieku i później.

Koncepcja Co to oznacza Dlaczego to ma znaczenie
Okręty modułowe Jednostki budowane z elastycznymi przestrzeniami i systemami „plug-in” Pozwala wymieniać czujniki, drony lub uzbrojenie bez budowy nowych kadłubów
Współdziałanie załogowo–bezzałogowe Załogi współpracujące z pojazdami autonomicznymi Zwiększa zasięg i „masę”, redukuje ryzyko dla ludzi
Odporna logistyka Redundantne, zdywersyfikowane łańcuchy dostaw Utrzymuje działanie flot mimo ataków lub zakłóceń
Przewaga informacyjna Zbieranie, przetwarzanie i ochrona informacji na dużą skalę Umożliwia szybsze i trafniejsze decyzje niż przeciwnik

Obok tych koncepcji stoją konkretne ryzyka, które planiści muszą równoważyć: wojna elektroniczna oślepiająca czujniki, cyberataki blokujące systemy, nasycenie obrony salwami pocisków oraz niepewność prawna wokół użycia zasobów cywilnych do celów wojskowych.

Jeden scenariusz niepokoił kilku uczestników, bo łączył te wątki. Przyszły kryzys mógłby obejmować rosyjskie lub proxy jednostki po cichu badające podmorskie kable, podczas gdy drony nękają morskie farmy wiatrowe - wszystko pod osłoną intensywnej dezinformacji w sieci. Jednocześnie duży port lub węzeł danych mógłby doświadczyć blackout’u wywołanego cyberatakiem. W takiej sytuacji floty musiałyby działać przy częściowej informacji, polegać na analogowych zabezpieczeniach i utrzymywać przepływ zaopatrzenia przez sporne akweny.

Dla marynarzy ta mieszanka zaawansowanych czujników, nawigacji „starej szkoły” i ciągłej presji psychicznej staje się nowym punktem odniesienia. Przekaz z Paryża był taki, że przygotowania nie mogą już być teoretyczne. Admiralicja na scenie uważa, że zegar tyka, a następna wojna na morzu - jeśli nadejdzie - wystawi na próbę każde założenie, które wciąż podtrzymują.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz