Przejdź do treści

Nikt nie spodziewał się, że Niemcy zajdą tak daleko – ta rakieta antydronowa może stać się kluczowym elementem europejskiej obrony przed niewykrywalnymi zagrożeniami.

Mężczyzna w mundurze obsługuje urządzenie na zewnątrz, w tle dron na niebie i drzewo.

Niemcy postawiły właśnie odważny zakład na nowy pocisk przeciwdrone’owy o nazwie DefendAir - broń zaprojektowaną nie dla odległych baz lotniczych, lecz dla wozów opancerzonych na pierwszej linii. Projekt, wsparty dużym kontraktem z koncernem rakietowym MBDA, po cichu przekształca europejskie podejście do powstrzymywania rojów tanich, trudnych do wykrycia dronów.

Nieoczekiwany skok Niemiec w wojnie antydronowej

Berlin zatwierdził umowę o wartości 490 mln euro z MBDA na opracowanie i uruchomienie masowej produkcji pocisku DefendAir, stworzonego specjalnie do zestrzeliwania lekkich dronów na małej wysokości. Pocisk zostanie zintegrowany z wieżami Skyranger 30 - mobilnymi systemami obrony przeciwlotniczej montowanymi na pojazdach opancerzonych, przeznaczonymi do osłony zarówno poruszających się kolumn, jak i obiektów stacjonarnych.

Decyzja ta sygnalizuje zmianę myślenia w Bundeswehrze. Zamiast polegać głównie na ciężkich systemach obrony powietrznej przeciw samolotom i pociskom manewrującym, Niemcy budują wyspecjalizowaną warstwę obrony przeciwko małym dronom, które zmieniły pola walki od Ukrainy po Bliski Wschód.

DefendAir ma wypełnić śmiercionośną lukę między klasyczną artylerią a zaawansowanymi pociskami obrony przeciwlotniczej - zwalczając tanie drony bronią, która jest jednocześnie mobilna i przystępna kosztowo.

Platforma Skyranger 30 już teraz przenosi armatę 30 mm strzelającą programowalną amunicją AHEAD, zaprojektowaną do rozrywania nadlatujących celów chmurą metalowych odłamków. DefendAir dodaje kierowany pocisk zdolny razić zagrożenia z dużo większej odległości, zapewniając każdemu pojazdowi szerszą „bańkę” ochronną.

Jak zbudowany jest DefendAir i co go wyróżnia

Technicznie DefendAir nie powstaje od zera. Wywodzi się z Enforcer - przenośnej, odpalanej z ramienia broni piechoty, która jest już w użyciu w niemieckich siłach zbrojnych. MBDA przerobiła tę koncepcję na bardziej zaawansowany pocisk, przystosowany do wież pojazdów i zadań obrony powietrznej.

Główne zmiany obejmują:

  • nową głowicę naprowadzającą (seeker) zoptymalizowaną pod cele powietrzne i szybkie śledzenie
  • dodatkowy booster zwiększający zasięg
  • odłamkową głowicę bojową dostosowaną do niszczenia dronów o masie poniżej 150 kg
  • integrację z cyfrowym systemem kierowania ogniem i zestawem sensorów Skyrangera

Każda wieża Skyranger 30 powinna przenosić od 9 do 12 pocisków DefendAir obok armaty. Taki zestaw pozwala załogom decydować strzał po strzale, czy użyć tańszej amunicji 30 mm, czy pocisku - w zależności od dystansu, manewrowości i wartości celu.

Dłuższy zasięg niż same działa

Zasięg pocisku to jeden z kluczowych argumentów sprzedażowych. Oczekuje się, że DefendAir będzie raził cele na dystansie do 6 km, znacznie dalej niż około 2 km skutecznego zasięgu armaty 30 mm przeciw zagrożeniom powietrznym.

Rozszerzając strefę zwalczania do 6 km, DefendAir daje jednostkom pancernym czas i przestrzeń na reakcję, zanim drony zbliżą się na tyle, by zrzucić ładunki lub uderzyć w pojazdy.

Ten wydłużony zasięg ma znaczenie przy zwalczaniu:

  • dronów kamikadze FPV sterowanych w czasie rzeczywistym
  • amunicji krążącej, która krąży nad rejonem, czekając na cele
  • quadcopterów prowadzących rozpoznanie nad linią frontu lub trasami zaopatrzenia

Zamiast czekać, aż te systemy znajdą się bezpośrednio nad głowami, załogi Skyrangera będą mogły razić je wcześniej, przerzedzając ataki zanim nasycą lokalną obronę.

Rozkręcanie produkcji i stawka przemysłowa

Cały rozwój i produkcja DefendAir są planowane w niemieckim zakładzie MBDA w Schrobenhausen. Firma rozpoczęła już prace przygotowawcze, zakładając rosnący popyt w Europie na krótkiego zasięgu, kierowane środki rażenia.

Poza początkowym kontraktem MBDA planuje zainwestować dodatkowe 2,4 mld euro w latach 2025–2029, aby zwiększyć łączną produkcję broni kierowanej. Odzwierciedla to szerszy trend: europejskie armie zużywają zapasy szybciej, niż da się je odtworzyć, i są pod presją zabezpieczenia krajowych łańcuchów dostaw.

Kamień milowy Docelowa data
Podpisanie kontraktu 11 listopada 2025
Start produkcji Początek 2026
Dostawy pierwszych pocisków Koniec 2029
Produkcja pełnoskalowa Od 2030

Dla Niemiec produkcja DefendAir w kraju spełnia kilka celów naraz: autonomię strategiczną, wsparcie przemysłu oraz szybszą ścieżkę modernizacji w oparciu o wnioski z pola walki.

Odpowiedź ukształtowana przez wojnę w Ukrainie

Konflikt w Ukrainie stał się brutalnym laboratorium wojny dronowej. Tanie quadcoptery i drony stałopłatowe, często kosztujące zaledwie kilkaset lub kilka tysięcy euro, niszczyły pojazdy warte miliony. Zaawansowane pociski ziemia–powietrze są po prostu zbyt drogie, by masowo marnować je na takie cele.

DefendAir przedstawiany jest jako „opłacalna kosztowo” odpowiedź na ten dylemat. Ma być wyraźnie tańszy od systemów dalekiego zasięgu używanych przeciw samolotom i zagrożeniom balistycznym, a jednocześnie oferować naprowadzanie i precyzję zdecydowanie lepszą niż niekierowane działa.

Logika jest prosta: zachować duże, strategiczne pociski na cele wysokiej wartości, a stałą „młóckę” małych ataków dronów pozostawić wyspecjalizowanym systemom takim jak DefendAir.

Takie podejście zmniejsza też narażenie jednostek mobilnych. Zamiast polegać na stacjonarnych bateriach daleko za frontem, brygady mogą zabierać własną „bańkę” ochronną, wpiętą w szerszą sieć sensorów i stanowisk dowodzenia.

Wpięcie w europejską, warstwową tarczę powietrzną

DefendAir nie ma działać samodzielnie. Wpisuje się w European Sky Shield Initiative - niemiecką inicjatywę budowy wielowarstwowej architektury obrony powietrznej i przeciwrakietowej w całej Europie.

Na szczycie tej architektury znajdują się radary dalekiego zasięgu i przechwytywacze dużych wysokości. W warstwie pośredniej systemy takie jak Mistral, VL MICA i pociski Aster zwalczają samoloty, śmigłowce, pociski manewrujące oraz część zagrożeń balistycznych. DefendAir i podobne systemy krótkiego zasięgu zajmują najniższą warstwę, radząc sobie z małymi dronami i zagrożeniami „przemykającymi” pod tradycyjnym pokryciem radarowym.

Cyfrowe wieże i współdzielone rozkazy ognia

Wieże Skyranger 30, które mają przenosić DefendAir, będą w znacznym stopniu cyfryzowane. Powinny potrafić:

  • odbierać rozkazy otwarcia ognia z zewnętrznych centrów dowodzenia
  • współdzielić dane śledzenia z pobliskimi jednostkami
  • łączyć wiele sensorów, w tym kamery elektrooptyczne i radar
  • działać z ograniczoną emisją elektromagnetyczną, by trudniej je wykryć

Taka standaryzacja oznacza, że pojazd Skyranger osłaniający konwój może - teoretycznie - strzelać do drona wykrytego najpierw przez radar oddalony o dziesiątki kilometrów. Ta sama logika sieciowa dotyczy obiektów stałych, takich jak składy amunicji, węzły logistyczne czy stanowiska dowodzenia.

Jak mogłoby wyglądać starcie z użyciem DefendAir

W typowy dzień na froncie grupa bojowa wyposażona w Skyrangery może posuwać się w stronę spornego miasta. Nad głowami przeciwnik uruchamia mieszany atak: rój quadcopterów sondujących cele dla artylerii oraz kilka dronów FPV skierowanych na ciężarówki zaopatrzeniowe.

Sensory większego zasięgu wskazują miejsce startu dronów. Własny radar i optyka Skyrangera wykrywają kilka śladów szybko zbliżających się do ugrupowania. Załoga ustala priorytety: najpierw oznacza drony FPV lecące w stronę cystern z paliwem.

Na dystansie 5 km pociski DefendAir są przygotowywane i odpalane. Boostery włączają się, a naprowadzanie kieruje je w stronę nadlatujących dronów, detonując na tyle blisko, by odłamki poszarpały śmigła i elektronikę. Bliższe quadcoptery, które się przedrą, przejmuje następnie armata 30 mm, strzelając seriami amunicji AHEAD i tworząc gęstą chmurę fragmentów na torze lotu.

Celem nie jest wyłącznie zestrzelenie każdego drona, lecz zestrzelenie ich na tyle dużo, by jednostki mogły dalej się przemieszczać bez unieruchomienia i bez konieczności ciągłego porzucania pojazdów, by uniknąć uderzeń transmitowanych na żywo na kanałach przeciwnika.

Ryzyka, ograniczenia i co dalej

Żaden pojedynczy system nie gwarantuje bezpieczeństwa przed dronami. Przeciwnicy testują już szybsze platformy, trudniej wykrywalne płatowce i autonomiczne roje zaprojektowane do przeciążania obrony. Jest też podstawowa kwestia kosztu: nawet relatywnie tani pocisk kierowany wciąż kosztuje znacznie więcej niż hobbystyczny quadcopter kupiony online.

Dlatego większość ekspertów widzi DefendAir jako jeden element znacznie większego zestawu narzędzi - obok zakłócania, rozwijanej broni energii skierowanej, maskowania, wabików i lepszej taktyki. Armie będą potrzebowały środków warstwowych: zakłócać łącza sterowania dronów, mylić ich sensory, a dopiero potem zestrzeliwać to, co zdoła się przebić.

W tej debacie często pojawiają się dwa pojęcia warte doprecyzowania. „Very short-range air defence” (VSHORAD) odnosi się do systemów takich jak Skyranger i DefendAir, skupionych na ochronie kilku kilometrów wokół wojsk lądowych. „Loitering munition” (amunicja krążąca) opisuje uzbrojonego drona, który może krążyć przez długi czas, zanim zanurkuje na cel - zacierając granicę między pociskiem a bezzałogowcem. DefendAir zaprojektowano do zwalczania zarówno klasycznych małych dronów, jak i takich systemów krążących, o ile mieszczą się w jego zasięgu i limitach śledzenia.

W miarę jak produkcja będzie przyspieszać w kierunku roku 2030, inne państwa europejskie będą uważnie obserwować wyniki. Jeśli DefendAir spełni obietnice, może wyznaczyć wzorzec wspólnego standardu pocisku antydronowego w NATO, upraszczając logistykę i szkolenie. Jeśli nie - i tak będzie cennym studium przypadku, pokazującym, jak szybko zachodni przemysł potrafi dostosować się do dynamicznej rzeczywistości pól walki zdominowanych przez drony.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz