Przejdź do treści

Wnioski z wojny w Ukrainie: dlaczego NATO nie powinno tylko naśladować

Mężczyzna planujący misję dronów nad makietą, w tle osoby przy biurkach z laptopami.

The fighting there looks futuristic at first glance, packed with drones and algorithms, yet feels strangely familiar, echoing the grinding wars of the last century.

Ukraina nie jest instrukcją obsługi wojen jutra

Planiści wojskowi w całej Europie i Ameryce Północnej obserwują Ukrainę niemal w czasie rzeczywistym. Każde nagranie z drona, każde zdjęcie satelitarne, każda przechwycona rozmowa radiowa są analizowane. Pokusa jest oczywista: potraktować Ukrainę jak gotowy podręcznik przyszłych konfliktów.

Ten odruch jest niebezpieczny. Ukraina nie jest uniwersalnym szablonem. To konkretna wojna, w konkretnym miejscu, między dwiema konkretnymi armiami, pod skrajną presją polityczną i z bardzo szczególnymi ograniczeniami.

Linia frontu ciągnie się setkami kilometrów. Duże odcinki niemal nie drgnęły od miesięcy. Obie strony wrzucają ludzi i amunicję w pas okopów, pól minowych i zrujnowanych miast, zyskując lub tracąc tylko niewielkie skrawki terenu.

Wysoka technologia nakłada się na bardzo starą ideę: wyniszczyć przeciwnika. Ta mieszanka gadżetów XXI wieku i wyniszczania rodem z XX wieku powinna sprawić, że NATO zatrzyma się, zanim zbyt szybko zacznie cokolwiek kopiować.

Ukraina pokazuje, co się dzieje, gdy narzędzia z najwyższej półki zderzają się z przemysłową skalą, staromodną wojną na wyniszczenie.

Drony zmieniają walkę, ale nie przepisują wojny na nowo

Jeden obraz z Ukrainy dominuje w mediach społecznościowych: dron, brzęczący tuż nad wysokością drzew, kieruje się na czołg, okop albo ciężarówkę, po czym widać ziarnistą eksplozję.

Drony są wszędzie. Polują na pojazdy, ścigają żołnierzy po polach i wiszą nad stanowiskami dowodzenia. Obie strony używają ich do rozpoznania, korygowania ognia artylerii i bezpośrednich ataków. W wielu sektorach, jeśli poruszasz się za dnia, dron prawdopodobnie cię widzi.

Co drony faktycznie robią na tym polu walki

  • Równoważą słabą lub przeciążoną artylerię, zapewniając tanie uderzenia precyzyjne
  • Wydłużają „oczy” pododdziałów, którym brakuje piechoty lub patroli załogowych
  • Podejmują ryzyko zamiast samolotów, które muszą mierzyć się z gęstą obroną przeciwlotniczą
  • Dostarczają dane na żywo do systemów dowodzenia, przyspieszając decyzje

W praktyce drony częściej łatają luki, niż przynoszą przełomy. Jednostka z niedoborem artylerii używa małych dronów z ładunkami wybuchowymi jak latających granatów. Brygada z ograniczonym wsparciem lotniczym sięga po floty tanich quadrokopterów, by wykrywać i nękać rosyjskie pozycje. To sprytne, czasem genialnie improwizowane - ale front i tak rzadko przesuwa się daleko.

To niewygodny punkt dla NATO: kopiowanie ukraińskiej „liczby eksplozji dronów” bez zrozumienia kontekstu grozi zbudowaniem sił zoptymalizowanych pod impas.

Drony przekształciły taktykę, nie strategię; ułatwiają zabijanie, ale nie czynią zwycięstwa nieuchronnym.

Technologia bez integracji to tylko stos gadżetów

Dla rządów NATO jedna odpowiedź jest niemal automatyczna: kupić więcej sprzętu. Zamówić nowe roje dronów, nowe oprogramowanie, nowe czujniki, nowe systemy „napędzane AI”. Listy zakupów puchną. Targi obronne wypełniają się błyszczącymi slajdami.

Decydujące pytanie jest inne: jak wszystkie te narzędzia mają działać razem i w ramach jakiej doktryny?

Uderzenie drona, które następuje sekundy po tym, jak czujnik wykryje rosyjskie działo, zależy od czegoś więcej niż pilot i joystick. Potrzebuje niezawodnej łączności, jasnych łańcuchów dowodzenia, wyszkolonej artylerii, inżynierów do utrzymania sprzętu oraz oficerów, którzy ufają danym na tyle, by działać szybko.

Element Dlaczego to ma znaczenie
Doktryna Określa, jak walczą jednostki i jak technologia wspiera ten sposób walki
Organizacja Zgrywa jednostki, sztaby i wsparcie tak, by mogły działać wspólnie
Szkolenie Zamienia teorię w odruch pod ostrzałem
Logistyka Utrzymuje przepływ amunicji, części zamiennych i paliwa, gdy bitwy się przeciągają
Kultura Decyduje, jak szybko siły uczą się, adaptują i przyznają do błędów

Gdy oficerowie NATO rozmawiają prywatnie o Ukrainie, wielu przyznaje, że najtrudniejsze nie jest zamówienie nowego wyposażenia. Najtrudniejsze jest zmienienie sposobu, w jaki siły faktycznie działają - od poziomu batalionu aż po polityczne podejmowanie decyzji w stolicach.

Prawdziwa rewolucja jest organizacyjna, nie technologiczna: wygrywa ta strona, która szybciej się uczy i dostosowuje cały swój system.

Dlaczego NATO nie może skopiować Ukrainy do każdego teatru działań

Sojusz stoi wobec zagrożeń, które wyglądają zupełnie inaczej niż linie okopów w Donbasie. Konflikt w państwach bałtyckich rozegrałby się na krótszych dystansach, ale pod intensywną rosyjską wojną elektroniczną. Kryzys w Indo-Pacyfiku rozciągnąłby logistykę na tysiące kilometrów i postawiłby zachodnie marynarki przeciw gęstym „bańkom” antydostępowym (anti-access).

Od okopów Donbasu do baniek A2/AD

Planiści wojskowi używają terminu A2/AD (anti-access/area denial - przeciwdziałanie dostępowi/odmowa obszaru), by opisać defensywne „bańki” budowane z pocisków dalekiego zasięgu, lotnictwa, okrętów, okrętów podwodnych i systemów zakłócających. Te sieci mają trzymać siły przeciwnika z dala od kluczowych obszarów albo sprawić, że każde podejście będzie skrajnie kosztowne.

Bliskie starcia dronów i pojedynki artyleryjskie z Ukrainy nie przenoszą się wprost do środowiska A2/AD. Na Pacyfiku na przykład drony muszą pokonywać szerokie oceany, przetrwać brutalne ataki elektroniczne i łączyć się z komponentami morskimi i lotniczymi, a nie tylko z wojskami lądowymi. Geografia i fizyka są inne.

NATO potrzebuje więc koncepcji dopasowanych do każdego regionu. Lądowy, wyniszczający model, który Ukraińcy stosują z konieczności, nie musi pasować na przykład do morskiego „standoffu” wokół Tajwanu albo do szybkiej, hybrydowej kampanii w Arktyce.

Nauka przez twarde testy, nie slajdy z PowerPointa

Niewygodna prawda dla ministerstw obrony jest taka, że nie da się zamówić solidnej koncepcji tak, jak zamawia się nowe pojazdy. Nie leży na półce, czekając na dostawę.

Powstaje z systematycznej analizy, badań i rozwoju oraz realnych eksperymentów. Jednostki muszą prowadzić wymagające ćwiczenia, które czasem kończą się porażką. Gry wojenne muszą mieć prawo kompromitować starszych oficerów. Symulacje muszą sprawdzać, co się dzieje, gdy pada łączność, gdy kończy się amunicja, gdy drony zostają oślepione zakłócaniem.

Dopiero wtedy planiści identyfikują, które technologie naprawdę zmieniają wyniki, a które są tylko efektownymi filmami w mediach społecznościowych.

Najcenniejszą bronią NATO może być gotowość do przyznania się do porażki na szkoleniu, by nie powtórzyć jej na wojnie.

Demokracje, straty i polityka sposobu prowadzenia wojny

Jest jeszcze jeden czynnik, który sprawia, że kopiowanie Ukrainy jest ryzykowne: społeczeństwa Zachodu nie akceptują masowych strat tak, jak czasem potrafią to robić reżimy autorytarne.

Rosja może absorbować ciężkie straty, utrzymując ścisłą kontrolę nad mediami i sprzeciwem. Ukraina, stojąc wobec egzystencjalnego zagrożenia, ma niewielki wybór i musi dalej mobilizować. Państwa NATO mają wyborców, którzy żądają jednocześnie bezpieczeństwa i powściągliwości w krwi i skarbcu.

Ta różnica wymusza głębsze pytanie: nie tylko „jak możemy wygrać?”, lecz „jak chcemy wygrać i jakim kosztem ludzkim?”.

To pytanie kształtuje projektowanie sił. Jeśli społeczeństwa odrzucają wysokie straty, armie muszą więcej inwestować w ochronę, precyzję, ewakuację medyczną i systemy zdalne. Potrzebują też solidnych zapasów, by wojny kończyły się szybciej - nie przez lata wyniszczania, lecz przez przekonanie przeciwnika, że opór nie ma sensu.

Kluczowe terminy i idee, które warto rozpakować

Co naprawdę oznacza „wojna na wyniszczenie”

Komentatorzy często używają „wyniszczenia” jako skrótu dla okopowego impasu. W teorii wojskowej oznacza to próbę pokonania przeciwnika przez wyczerpanie jego ludzi, amunicji, paliwa i morale, a nie przez jeden szeroki manewr.

Ukraina oferuje surową, nowoczesną wersję. Artyleria, drony i miny mielą brygady miesiącami. Obie strony testują swoje zdolności produkcyjne i odporność. Ma to bezpośrednie konsekwencje dla NATO: fabryki amunicji, bazy remontowe i infrastruktura transportowa stają się tak strategiczne jak myśliwce.

Scenariusze, którymi planiści NATO po cichu się martwią

W dyskusjach za zamkniętymi drzwiami wraca kilka scenariuszy:

  • Nagłe rosyjskie uderzenie na państwo bałtyckie, by doprowadzić do politycznej ugody, zanim NATO w pełni zmobilizuje siły
  • Kampania pocisków dalekiego zasięgu i dronów przeciw europejskim portom i węzłom logistycznym, przy jednoczesnych cyberatakach na sieci energetyczne
  • Równoczesny kryzys na Pacyfiku, który zmusza USA do podziału uwagi i zasobów

W każdym z tych przypadków wnioski z Ukrainy pomagają tylko wtedy, gdy zostaną zaadaptowane. Masowe roje dronów mają sens, ale muszą być odporne na zakłócanie i zintegrowane z obroną powietrzną. Gromadzenie zapasów pocisków jest rozsądne, ale muszą one pasować do standardów całego sojuszu. Szkolenie terytorialnych jednostek obrony jest użyteczne, lecz potrzebują one narzędzi łączności, które przetrwają zaawansowany atak elektroniczny.

Użyta w ten sposób Ukraina staje się nie scenariuszem do odegrania, lecz szkicem tego, co nowoczesny konflikt na dużą skalę robi z nieprzygotowanymi państwami. Zadaniem NATO jest przestudiować ten szkic, a potem napisać własny podręcznik działania, zanim nadejdzie kolejny kryzys.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz