Przejdź do treści

Indie z niepokojem obserwują, jak ich największy rywal planuje powiększyć swoją flotę o 50 nowych okrętów wojennych.

Marynarz analizujący mapę morską w kajucie statku przy stole pełnym narzędzi nawigacyjnych.

Na szary, monsunowy poranek w Wisakhapatnam ostry zapach oleju napędowego i morskiej wody unosi się nad dokami. Młodzi indyjscy marynarze w śnieżnobiałych, wyprasowanych mundurach stoją w szyku; ich wzrok wędruje od wysłużonych korwet przed nimi do świecących ekranów w ich dłoniach. Na tych ekranach: zdjęcia satelitarne nowych chińskich niszczycieli zsuwających się do wody jeden po drugim, w stoczniach oddalonych o tysiące kilometrów.

Oficer przy nabrzeżu mruczy, półgłosem do siebie i do kogokolwiek, kto słucha: „Dodają okręty szybciej, niż jesteśmy w stanie je policzyć”.

Morze z brzegu wygląda spokojnie.

Pod powierzchnią jednak zbiera się burza.

Cichy lęk Indii: sąsiad buduje oceanicznego giganta

Przez lata indyjscy urzędnicy przedstawiali Chiny jako rywala „kontynentalnego” - wyzwanie na lądzie, wzdłuż Himalajów, a nie na falach. Ta mentalna mapa pęka. Pekin mówi dziś o pozyskaniu około 50 nowych okrętów wojennych, na dodatek do floty, która już teraz jest największa na świecie, jeśli liczyć same kadłuby.

Dla Indii, kraju żyjącego i handlującego dzięki oceanowi, to nie jest odległa partia szachów. To raczej wrażenie, że ktoś powoli przestawia bramki na własnym podwórku. Każda nowa chińska fregata czy niszczyciel wodowany w Szanghaju albo Dalian to kolejne przypomnienie, że równowaga na Oceanie Indyjskim przesuwa się - okręt po okręcie.

Tę nerwowość widać w drobnych, niemal banalnych scenach. Weźmy Cieśninę Malakka, wąski pas wody między Malezją a Indonezją, którym przeciska się znaczna część azjatyckiego handlu. Indyjscy analitycy kiedyś mówili tam pewnie o „odmowie dostępu do morza” (sea denial), o możliwości zduszenia wrogiego ruchu w razie kryzysu.

Dziś śledzenie satelitarne opowiada inną historię. Chińskie okręty wojenne i jednostki straży przybrzeżnej pojawiają się regularniej, przemieszczając się z Morza Południowochińskiego w stronę Oceanu Indyjskiego. Okręty podwodne składają „grzecznościowe” wizyty w portach na Sri Lance lub w Pakistanie. Dokerzy w Kolombo albo w Gwadaru patrzą, jak cumują nieznane szare kadłuby, a czerwone flagi trzepoczą na wietrze. Mapa tego, kto gdzie bywa, zmienia się w czasie rzeczywistym.

Za tymi ruchami stoi prosta, mrożąca krew w żyłach matematyka. Chińskie stocznie wojenne pracują w tempie, które po indyjskiej stronie można opisać tylko jako przemysłowe. Niektóre szacunki sugerują, że Pekin może wystawić ponad 400 okrętów wojennych w ciągu najbliższych kilku lat, podczas gdy Nowe Delhi wciąż ma problem z przekroczeniem progu 170 jednostek.

Indyjscy planiści wiedzą, że to nie sprowadza się do liczenia kadłubów. Chodzi o łańcuchy logistyczne, bazy wysunięte, satelity, podwodne czujniki, pociski dalekiego zasięgu. A jednak liczby ciążyły i będą ciążyć na wyobraźni. Gdy jedna strona mówi o dodaniu 50 nowych okrętów, druga niemal czuje, jak luka rośnie przy każdej ceremonii wodowania transmitowanej w chińskiej telewizji państwowej.

Jak Indie gorączkowo próbują odpowiedzieć - okręt po okręcie i partnerstwo po partnerstwie

W South Block w Nowym Delhi nastrój jest bardziej niespokojny niż paniczny. Indyjska marynarka forsuje 10-letni plan, który brzmi trochę jak lista zadań spisana pod presją: jeszcze dwa lotniskowce, więcej atomowych okrętów podwodnych, nowe samoloty zwalczania okrętów podwodnych, szybsza krajowa produkcja stoczniowa.

Stocznie w Koczinie, Mumbaju i Wisakhapatnam nagle stają się kluczowymi graczami. Projektanci mówią o budowie modułowej, o skracaniu czasu powstawania jednostek o lata, nie o miesiące. Panuje poczucie, że okno na reakcję jest krótkie - i się domyka. Wszyscy rozumieją, że kto kontroluje szlaki morskie wokół Indii, kontroluje znacznie więcej niż tylko wodę.

Na morzu ta pilność zamienia się w małe, widoczne zmiany. Indyjskie okręty częściej pojawiają się na zachodnim Pacyfiku, dołączając do ćwiczeń z USA, Japonią i Australią w ramach Quad. Marynarze, którzy niegdyś szkolili się głównie pod kątem obrony wybrzeża, teraz ćwiczą złożone manewry grup lotniskowcowych.

Trwa też wyścig o dostęp. Indie podpisały porozumienia, które po cichu otwierają drzwi do portów w Omanie, na Madagaskarze, w Singapurze i na Seszelach - na potrzeby tankowania i obsługi technicznej. Każda z tych kropek na mapie to zabezpieczenie przed chińskim „sznurem pereł”: Hambantota na Sri Lance, Gwadar w Pakistanie, Dżibuti w Afryce Wschodniej. Ocean Indyjski zaczyna wyglądać jak zatłoczona plansza, pełna nakładających się kręgów wpływów.

Presja nie jest wyłącznie militarna - jest też psychologiczna. Indyjscy stratedzy częściej mówią o taktykach „szarej strefy”: statkach badawczych, które mapują dno, ale też zbierają dane wojskowe; flotach rybackich zachowujących się jak pomocnicze marynarki; portach budowanych dla handlu, które po cichu zyskują wzmocnione nabrzeża dla okrętów wojennych.

Bądźmy szczerzy: nikt tak naprawdę nie śledzi tego wszystkiego dzień po dniu. Ale poczucie powolnego osaczania jest realne. Jak ujął to pewien emerytowany indyjski admirał przy herbacie w Delhi:

„Chiny nie muszą oddać ani jednego strzału, żebyśmy się denerwowali. Wystarczy, że będą pojawiać się częściej, większymi okrętami, w miejscach, które uważaliśmy za nasze do obserwowania.”

Dla zwykłych Indusów śledzących te wydarzenia zmienia się mentalna mapa „bezpiecznych mórz”. Ocean Indyjski, długo postrzegany jako otwarta autostrada handlu, staje się przestrzenią sporną - pełną nakładających się patroli, punktów nasłuchu i cichych rywalizacji.

  • Chiny planują dziesiątki nowych okrętów wojennych, w tym zaawansowane niszczyciele i fregaty.
  • Indie spieszą się z modernizacją własnej floty i zabezpieczeniem dostępu do przyjaznych portów.
  • Mniejsze państwa regionu są zabiegane - port po porcie, projekt po projekcie.
  • Każda nowa baza, nabrzeże czy stacja radarowa dokłada się do rosnącego poczucia strategicznej rywalizacji.
  • Ryzyko błędnej kalkulacji rośnie, gdy coraz więcej uzbrojonych okrętów pływa po tych samych zatłoczonych wodach.

Rywalizacja, która wykracza poza okręty - i dlaczego reszta z nas powinna się tym przejmować

Zróbmy krok wstecz: ta historia jest większa niż dwaj sąsiedzi mierzący się wzrokiem ponad wodą. To, co Indie obserwują z niepokojem, to zmiana tego, kto ustala reguły na szlaku morskim, którym płynie ich ropa, ich eksport i spory kawałek globalnego handlu. To nie jest gra, z której Indie mogą się wypisać; około 90% ich handlu (wagowo) odbywa się drogą morską.

Każdy zna ten moment, gdy nagle uświadamiasz sobie, że coś, co brałeś za pewnik - cicha ulica, znajoma rutyna - nie jest już do końca pod twoją kontrolą. Dla indyjskich decydentów ten moment dzieje się właśnie teraz, na oceanie.

Kluczowy punkt Szczegół Wartość dla czytelnika
50 nowych okrętów Chin Część szybkiej ekspansji morskiej mającej zabezpieczyć szlaki i projekcję siły Pomaga zrozumieć, że nagłówki o „wodowaniach” dotyczą realnie globalnej równowagi
Reakcja marynarki Indii Przyspieszona budowa okrętów, nowe partnerstwa i nacisk na zdolności oceaniczne Pokazuje, jak mocarstwo regionalne próbuje się dostosować, gdy rywal działa szybciej
Wpływ na handel światowy Bardziej ruchliwe i zmilitaryzowane trasy na Oceanie Indyjskim, wyższe ryzyko napięć Łączy odległe wiadomości morskie z cenami paliw, opóźnieniami w żegludze i codziennym życiem

FAQ:

  • Pytanie 1 Dlaczego Chiny dodają około 50 okrętów i tak agresywnie rozbudowują marynarkę? Pekin chce floty zdolnej działać daleko od domu, chronić szlaki handlowe, wspierać roszczenia terytorialne i sygnalizować, że jest globalnym mocarstwem, a nie tylko regionalnym.
  • Pytanie 2 Dlaczego to niepokoi Indie bardziej niż inne kraje regionu? Indie leżą obok kluczowych szlaków morskich Oceanu Indyjskiego i od dawna postrzegają ten obszar jako swoją naturalną strefę wpływów, więc silniejsza obecność Chin jest odczuwana jako bezpośrednie wyzwanie.
  • Pytanie 3 Czy Indie próbują dorównać Chinom okręt za okrętem? Nie. Indie wiedzą, że nie są w stanie dorównać chińskiej skali produkcji stoczniowej; zamiast tego stawiają na jakość, partnerstwa i krytyczne zdolności, takie jak okręty podwodne oraz rozpoznanie i nadzór morski.
  • Pytanie 4 Czy ta rywalizacja morska może doprowadzić do otwartego konfliktu? Ryzyko istnieje, ale na razie pozostaje niskie; obie strony ogromnie korzystają z handlu i zwykle rywalizują poprzez demonstracje, obecność i dyplomację, a nie bezpośrednie starcia.
  • Pytanie 5 Dlaczego ludzie spoza Azji powinni zwracać uwagę na tę rozbudowę marynarek? Ponieważ każdy poważny kryzys na Oceanie Indyjskim mógłby zakłócić dostawy ropy i szlaki żeglugowe, które utrzymują globalne rynki - i codzienne gospodarki - w ruchu.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz