Program polskich okrętów podwodnych Orka, po latach poślizgów, ma dziś wyraźnego faworyta: szwedzki Saab z projektem A26 (klasa Blekinge). Francuska oferta Scorpène od Naval Group schodzi na dalszy plan, podobnie jak propozycje innych państw. To wybór wojskowy i polityczny: pokazuje, z kim Warszawa chce budować zdolności na dekady oraz jak północna flanka NATO coraz mocniej „domyka się” także pod wodą.
Dlaczego Polsce zależało, by Orka ruszyła szybko
Polska była blisko utraty realnych zdolności podwodnych. Jedyny operacyjny okręt, ORP Orzeł (konstrukcja z czasów ZSRR), zbliża się do końca resursu i ma ograniczenia w coraz trudniejszym środowisku Bałtyku.
Poza presją ze strony Rosji wzrosło też ryzyko działań w „szarej strefie” pod wodą. Na Bałtyku kable telekomunikacyjne, gazociągi i połączenia elektroenergetyczne są liczne, krótkie i relatywnie dostępne, co podbija wartość stałego nadzoru oraz krótkiego czasu reakcji.
A26 od początku projektowano z myślą o płytkich, hałaśliwych i nasyconych sensorami wodach Bałtyku, a nie o oceanach „błękitnych wód”.
Tu liczy się dopasowanie do akwenu. Bałtyk jest w wielu miejscach płytki (często dziesiątki metrów; średnio ok. 55 m), ma trudną akustykę (warstwowanie wody, zasolenie) i intensywny ruch cywilny. To sprzyja okrętom zoptymalizowanym pod skryte działanie w „ciasnym” teatrze, a nie platformom wymagającym kosztownego dostrajania pod lokalne warunki. Dla Polski oznacza to większy nacisk na dyskretne patrole, rozpoznanie i obecność przy infrastrukturze krytycznej, a mniejszy na daleką projekcję siły.
Domknięcie luki zdolności: „pomostowa” oferta Saaba
Harmonogram okazał się niemal równie ważny jak technologia. Po dekadzie odkładania decyzji kluczowe było uniknięcie operacyjnej „dziury”, która mogłaby przeciągnąć się na lata 30.
Saab proponuje rozwiązanie przejściowe: okręt dostępny od 2027 r. do szkolenia i odbudowy kompetencji, podczas gdy pierwszy A26 budowany w Polsce miałby wejść do służby około 2030 r.
Okręt szkoleniowy od 2027 r. pozwala Polsce uniknąć pełnego zaniku zdolności podwodnych - zarówno w praktyce, jak i w odbiorze publicznym.
Taki „most” ma sens, bo najtrudniejsze bywa nie samo wodowanie, tylko zbudowanie nawyków i zaplecza: załóg, instruktorów, procedur bezpieczeństwa, utrzymania oraz łańcucha części. W praktyce dojście do pełnej gotowości okrętu podwodnego (załogi + logistyka + doktryna) zwykle trwa lata, a bez platformy szkoleniowej kompetencje szybko „parują”. To też redukuje ryzyko programu: jeśli krajowa budowa się opóźni, marynarka nie zostaje bez realnych godzin pod wodą.
Naval Group miał trudniejszą narrację terminową. Między obciążeniem stoczni a politycznym cieniem anulowanego programu australijskiego przekaz o „niskim ryzyku terminów” był słabszy, nawet jeśli technicznie harmonogram dałoby się ułożyć.
Polityka przemysłowa: od klienta do współproducenta
Polska nie chce tylko kupić okrętów. Chce wykorzystać wydatki obronne do zbudowania kompetencji w kraju (serwis, remonty, modernizacje, integracja), bo przy okrętach podwodnych koszty cyklu życia potrafią dorównać cenie zakupu albo ją przebić. Najdroższe są zwykle: remonty dokowe, części i „starzenie się” elektroniki (wycofywanie podzespołów, konieczność zamienników, nowe wersje oprogramowania).
Szwedzka propozycja lepiej domyka tę logikę: transfer umiejętności, mocna rola polskich stoczni w ciężkich remontach oraz element „dwukierunkowy” - zobowiązanie do budowy w Polsce okrętu ratowniczego.
- Lokalna obsługa i duże przeglądy okrętów podwodnych A26
- Szkolenie i przekwalifikowanie pracowników polskich stoczni
- Wspólne programy, np. szwedzki okręt ratowniczy budowany w Polsce
- Potencjalny udział w przyszłych modernizacjach i wariantach
To przesuwa Orkę w stronę partnerstwa przemysłowego, nie zwykłego eksportu. Sprawdzianem będą jednak zapisy umów: realny dostęp do dokumentacji, prawa i narzędzia do samodzielnego utrzymania, sensowne zapasy części, oraz to, kto odpowiada za integrację „polskich” wymagań (łączność, uzbrojenie, kryptografia). Częsty błąd programów to dokładanie integracji na końcu - wtedy rosną koszty i ryzyko opóźnień.
Naval Group również oferował głębokie włączenie krajowe poprzez PGZ. Mimo to Saab miał przewagę polityczną trudną do zrównania: nordycki sąsiad (dziś w NATO), z bezpośrednim interesem w konsolidacji bałtyckiego bezpieczeństwa i przemysłu.
Warszawa traktuje Orkę nie tylko jako zakup, ale jako bilet wstępu do ciaśniej powiązanego północnoeuropejskiego klastra obronnego, skoncentrowanego na Bałtyku.
Strategiczna kurtyna nad Bałtykiem
Militarnie A26 wpisuje się w trend: Bałtyk staje się gęstszy i bardziej sporny. Okręt jest przedstawiany jako narzędzie wielozadaniowe do działań „na dnie morza” - gdzie liczy się nie tylko walka z okrętami, ale też kontrola infrastruktury, sensorów i wzorców aktywności.
Zaprojektowano go do zadań takich jak:
- Monitorowanie i ochrona podmorskich kabli oraz gazociągów
- Stawianie min lub przeciwdziałanie nieprzyjacielskim polom minowym
- Dyskretne przerzucanie i podejmowanie sił specjalnych blisko wrogich wybrzeży
- Skryta obserwacja ruchów morskich
W połączeniu z nowymi fregatami, rozbudową zdolności uderzeń dalekiego zasięgu i wejściem Szwecji do NATO najbardziej prawdopodobny efekt to mocniejsza integracja: skoordynowane patrole, wspólne szkolenia i wymiana danych (także o aktywności podwodnej). Są kompromisy: działanie na wąskich akwenach pełnych czujników i statków cywilnych podnosi wymagania w zakresie „ciszy”, bezpiecznych łączności i dyscypliny emisji (błąd procedur lub zbyt „głośny” profil może zdradzić misję).
Dla Rosji Bałtyk coraz bardziej przypomina „półzamknięte jezioro NATO”, kontrolowane nie tylko z powietrza i z powierzchni, ale również od spodu.
Sygnał polityczny z Warszawy i Sztokholmu jest czytelny: podnieść koszt sabotażu i działań z zaskoczenia. W praktyce zwykle oznacza to więcej wspólnych ćwiczeń ochrony infrastruktury, reagowania na incydenty oraz ujednolicanie logistyki (części, procedury, okna remontowe i dostęp do portów).
Co porażka oznacza dla Francji i dla Europy
Dla Naval Group przegrana w Polsce ma wymiar symboliczny. Przychodzi po rozczarowaniach na innych rynkach i wzmacnia wrażenie, że politycznie wrażliwe projekty na północy i wschodzie NATO coraz częściej układają się wokół innych europejskich biegunów. Jednocześnie Francja pozostaje silna w innych segmentach morskich, więc to raczej sygnał układów regionalnych niż prosty „wyrok” na technologię.
Z perspektywy francuskiej Orka podbija obawy przed fragmentacją: państwa nordyckie i bałtyckie, wraz z Wielką Brytanią, budują własne architektury morskie mimo francuskiego know-how.
| Kraj | Preferowani partnerzy morscy | Ostatni trend |
|---|---|---|
| Polska | Szwecja, Wielka Brytania, USA | Zwrot ku dostawcom bałtyckim i anglosaskim |
| Norwegia | Niemcy, USA | Niemieckie okręty podwodne, OPL i obrona przeciwrakietowa z USA |
| Kanada | USA, Wielka Brytania | Skłonność ku partnerom AUKUS |
W UE dylemat pozostaje: marynarki faworyzują bliskich sojuszników i/lub krajowych czempionów, co utrudnia budowę naprawdę zintegrowanej bazy przemysłu stoczniowego. Dzieje się to akurat w czasie wzrostu budżetów i nacisku na większą europejską odpowiedzialność za bezpieczeństwo na północy i wschodzie.
Kluczowe pojęcia stojące za wyborem Orki
W debacie wracają pojęcia, które tłumaczą, czemu dla Polski „jak” bywa równie ważne jak „co”: odporność infrastruktury, działanie w płytkim akwenie, tempo odbudowy kadr i przemysłowa samodzielność.
Co naprawdę oznacza „wojna na dnie morza”
To nie tylko pojedynek okrętów podwodnych. Chodzi o obserwację, odstraszanie i wpływ na infrastrukturę podmorską: kable (niosące znaczną część ruchu danych), gazociągi i połączenia energetyczne.
Nowoczesne okręty podwodne mogą dyskretnie patrolować, wykrywać anomalie, rozstawiać sensory i współpracować z systemami bezzałogowymi. W wodach płytkich ma to szczególne znaczenie: większe lub gorzej zoptymalizowane platformy często mają gorszą manewrowość i większą sygnaturę. Ważne doprecyzowanie: „ochrona” kabli nie oznacza 100% zapobiegania incydentom - chodzi o lepsze wykrywanie, krótszy czas reakcji i podniesienie ryzyka dla sprawcy.
Zagrożenia hybrydowe na Bałtyku
Poza otwartym konfliktem rośnie obawa przed działaniami „szarej strefy”: uszkodzeniami o zaprzeczalnym sprawstwie, zakłócaniem GNSS, podwodnymi dronami i przecinaniem kabli. Okręty podwodne z dobrymi sensorami i łącznością mogą pomóc w zbieraniu danych i uruchamianiu reakcji (np. śledzeniu podejrzanej jednostki, kontroli wrażliwego rejonu, cichym sprawdzeniu anomalii).
Ograniczeniem pozostaje atrybucja: nawet przy sensorach udowodnienie „kto co zrobił” bywa trudne i czasochłonne. Dlatego państwa zwykle łączą okręty podwodne z patrolami nawodnymi, lotnictwem, sensorami stałymi oraz mechanizmami współpracy sojuszniczej (wymiana danych, wspólne procedury reagowania).
Ryzyka, korzyści i co dalej dla Polski
Wybór Saaba oznacza koncentrację krytycznej zdolności u dostawcy mniejszego niż część konkurentów. To może zwiększać ekspozycję na ograniczenia mocy produkcyjnych, kolejkę zamówień oraz wahania kosztów. Drugie ryzyko jest klasyczne: integracja uzbrojenia, łączności i wymagań narodowych - jeśli nie zostanie zamknięta wcześnie, program robi się bardziej złożony i podatny na przesunięcia. W praktyce warto też pilnować „niewidzialnych” kosztów: infrastruktury portowej, symulatorów, amunicji szkolnej i cyklu remontowego.
Po stronie korzyści pakiet trafia w polskie priorytety: platforma projektowana pod Bałtyk, rozwiązanie szkoleniowe przed wejściem do służby pierwszego A26, polityczne zbliżenie z partnerem regionalnym oraz znaczący udział krajowego przemysłu.
Dla obserwatorów z zewnątrz dobrym testem realnego wpływu Orki będzie to, co widać w ćwiczeniach NATO: więcej treningu ochrony kabli, wojny minowej, ZOP na ciasnych akwenach oraz działań sił specjalnych. Wraz ze zbliżaniem się polskiego A26 do gotowości te scenariusze - wcześniej postrzegane jako „niszowe” - będą coraz częściej standardem na Bałtyku.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz