Przejdź do treści

França observa atentamente o fiasco alemão de 8,52 mil milhões de euros com as fragatas F126.

Mężczyzna w płaszczu trzyma tablet na tle statku w budowie na stoczni, obok skrzynka oznaczona "HOLD".

Zamiast „programu flagowego” Niemcy patrzą, jak fregaty F126 grzęzną w opóźnieniach i sporach. Berlin sygnalizuje zwrot w stronę nowej konstrukcji (F127), a francuscy decydenci i przemysł stoczniowy śledzą to uważnie - nie tyle z satysfakcją, co z myślą o reputacji, eksporcie i tym, jak ten przypadek wpłynie na europejskie programy okrętowe.

Jak niemiecka fregata marzeń stała się problemem za 8,52 mld euro

F126 (wcześniej MKS 180) miała być „od wszystkiego”: sześć bardzo dużych fregat (ponad 10 000 t), modułowe zatoki misji, silne ZOP, nowoczesne radary i miejsce dla sztabów. Idea była prosta: jeden kadłub, wiele ról - od Bałtyku po operacje wielonarodowe - bez kosztownych przebudów w połowie życia okrętu.

Problemy pojawiły się tam, gdzie dziś wykłada się wiele programów morskich: w oprogramowaniu i integracji. Niemcy wybrali holenderską Damen jako głównego wykonawcę, próbując połączyć projekt z niemieckimi systemami i łańcuchem dostaw. Na papierze wygląda to logicznie; w praktyce różnice architektury, norm, testów odbiorczych i wymagań cyberbezpieczeństwa szybko generują tarcia.

To, co miało być modułowością, przerodziło się w spór o interfejsy, zakres odpowiedzialności i opóźnienia.

Gdy sensory, uzbrojenie i system dowodzenia nie są spójnie „pospinane”, cierpi wszystko naraz: próby przy nabrzeżu, próby morskie, certyfikacje, dokumentacja i szkolenie załóg. Kluczowa zasada zarządzania ryzykiem jest brutalna: im później „zamraża się” wymagania i interfejsy, tym każda zmiana kosztuje więcej (często wielokrotnie) i przesuwa harmonogram.

W tle jest też mechanika kontraktowa: przy niejasnym podziale odpowiedzialności integracyjnej łatwo o przerzucanie winy między wykonawcami, a trudniej o szybkie decyzje techniczne. Politycznie efekt jest dotkliwy - wieloletni poślizg w programie o strategicznym znaczeniu, z okresowymi pogłoskami o renegocjacjach i rekompensatach.

Francja widzi okazję w niemieckiej burzy

Paryż patrzy na to pragmatycznie. Francuskie programy (np. FDI) również miały napięcia, ale finalnie przekładają się na realne dostawy. Dla klienta zagranicznego „to, co pływa”, jest często ważniejsze niż deklaracje: obniża postrzegane ryzyko, ułatwia audyty techniczne i skraca ścieżkę decyzyjną.

Każdy miesiąc niemieckiego opóźnienia wzmacnia obraz francuskich i włoskich stoczni jako bezpieczniejszych wyborów przy skomplikowanych okrętach.

Francja przypomina (zwykle półgłosem), że FDI wybrano m.in. w Grecji i Maroku. Włosi kontynuują FREMM i kolejne projekty, Hiszpania rozwija F110. W Europie, gdzie wiarygodność terminów bywa równie ważna jak parametry, takie porównania pojawiają się automatycznie.

To ma też wymiar „metodyczny”: przy przyszłych programach europejskich potknięcia Berlina mogą wzmacniać nacisk Paryża na ostrzejszy nadzór nad integracją, twardsze kryteria gotowości (testy, bezpieczeństwo) i bardziej realistyczne kamienie milowe. To lekcja czytelna także dla Polski (np. przy Mieczniku): największe ryzyka zwykle nie siedzą w stali, tylko w spięciu systemów i odpowiedzialności za całość.

Zwrot Berlina: pogrzebać F126 i postawić na F127

Ponieważ F126 utknęła, niemiecka marynarka coraz wyraźniej wskazuje na „restart” jako F127, z większą rolą ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS). Przekaz jest prosty: więcej kontroli nad integracją i software’em, mniejsza zależność od partnerów zewnętrznych - zwłaszcza tam, gdzie wchodzą aktualizacje, cyberochrona i dostęp do kluczowych interfejsów.

Koncepcja większa, cięższa i mocniej uzbrojona

F127 opisuje się mniej jako „morski scyzoryk”, a bardziej jako platformę obrony powietrznej obszaru i ZOP, z wypornością bliską 11 000 t (w wielu flotach to już praktycznie niszczyciel).

  • Większy VLS: więcej pocisków przeciwlotniczych i rezerwa na modernizacje, ale też dodatkowe wymagania zasilania, chłodzenia, bezpieczeństwa i testów.
  • Armata 127 mm oraz rozbudowa warstw obrony bliskiej, w tym środków antydronowych.
  • Priorytet dla sensorów i „efektorów” przeciw zagrożeniom asymetrycznym (UAV/USV) i w środowisku WRE.

Modułowość nadal pojawia się w narracji, ale po tej lekcji brzmi ostrożniej: moduły bez stabilnych, wcześnie ustalonych standardów interfejsów tworzą dług techniczny. Berlin chce, by elementy krytyczne (software, integracja, cyber) były prowadzone bardziej „wewnątrz” - bo to skraca ścieżkę aktualizacji i zmniejsza ryzyko zakładnictwa cudzym harmonogramem.

Terminy się rozjeżdżają, luki zdolności rosną

Zmiana kursu kosztuje czas. Jeśli F126 celowała w lata 2028–2032, F127 bywa przesuwana na okres po 2034 (co najmniej). Dla floty z zadaniami na Bałtyku, Północnym Atlantyku i zobowiązaniami NATO oznacza to lukę, której nie da się łatwo „zamaskować”.

Utrzymanie starszych jednostek rzadko jest tanie: modernizacje sensorów i łączności, zarządzanie przestarzałością elektroniki (brak części, zmiany standardów), dłuższe postoje w stoczni i niższa dostępność operacyjna. W praktyce „na papierze” liczby okrętów mogą się zgadzać, ale w morzu jednocześnie gotowych bywa mniej.

Ryzyko polega na tym, że przez lata marynarka będzie mocna w prezentacjach, a słaba na morzu.

Imponujący rachunek: dokąd trafiło 8,52 mld euro

Nawet bez w pełni operacyjnej F126 rachunek już ciąży. W debacie publicznej przywoływano zatwierdzenia parlamentarne rzędu:

  • 5,64 mld euro na pierwsze cztery jednostki F126.
  • 2,88 mld euro na dwa dodatkowe okręty zatwierdzone w 2024 r.
  • Razem: 8,52 mld euro (średnio ~1,43 mld za fregatę).

W przypadku F127 pojawiają się szacunki kosztu jednostkowego powyżej 1,7 mld. Niezależnie od ostatecznej kwoty, mechanizm wzrostu kosztów jest przewidywalny: więcej VLS i sensorów to nie tylko „zakupy”, ale też przebudowa bilansu energii, chłodzenia, okablowania, odporności (wstrząsy/EMI), a do tego dłuższe testy i więcej oprogramowania do utrzymania. Opóźnienia dokładają koszty zespołów, stoczni i dostawców (oraz inflację w łańcuchu dostaw).

Cecha F126 (planowana) F127 (oczekiwana)
Wyporność 10 550 ton ≈ 11 000 ton
Główna rola Wielozadaniowa / modułowa Obrona powietrzna obszaru / ZOP
Szac. koszt jednostkowy 1,43 mld € ≈ 1,7 mld €
Okno dostaw 2028–2032 2034–2037

Te liczby napędzają w Niemczech jedno pytanie: czy „Zeitenwende” kupuje realną zdolność, czy głównie finansuje złożoność, doradztwo i ciągłe przeplanowywanie.

Efekty łańcuchowe od Bałtyku po Australię

Opóźnienia nie zostają „w domu”. Część sojuszników liczyła na wykorzystanie komponentów i koncepcji powiązanych z F126, zwłaszcza w ZOP i dowodzeniu. Gdy brakuje operacyjnej jednostki jako punktu odniesienia, trudniej potwierdzić dojrzałość rozwiązań, realne koszty integracji i zachowanie systemów w morzu (awarie, kompatybilność, stabilność software’u).

W Australii, gdzie wątki AUKUS skupiają się na okrętach podwodnych, europejskie propozycje nawodne i tak konkurują przede wszystkim „ryzykiem wdrożenia”. Bez demonstratora rośnie awersja do ryzyka, a przewagę zyskują konstrukcje już sprawdzone w służbie.

Dla Francji i Włoch to okazja handlowa: systemy „zainstalowane i działające” (radary, systemy walki, maszty, wyrzutnie) sprzedają się łatwiej niż obietnice. Możliwość obejrzenia sprzętu w eksploatacji zmniejsza niepewność klienta - w Canberze i gdziekolwiek indziej.

Dlaczego Francja jest dyskretnie zadowolona - i nadal ostrożna

Publicznie Paryż unika triumfalizmu: Niemcy pozostają partnerem w ważnych obszarach, a wspólne projekty wymagają zaufania. Prywatnie jednak ta historia wzmacnia francuską tezę: im bardziej spójny jest łańcuch projekt–oprogramowanie–integracja, tym mniejsze ryzyko wykolejenia na interfejsach i rozmytej odpowiedzialności.

Naval Group i Thales tradycyjnie chronią integrację systemu walki właśnie z tego powodu: aktualizacje, cyberobrona, dostęp do logów i konfiguracji oraz formalne odbiory są łatwiejsze, gdy architektura jest jednolita, a interfejsy zarządzane od początku. W praktyce wiele flot oczekuje dziś także „suwerenności serwisowej” - możliwości szybkiego łatania podatności i utrzymania systemów bez wielomiesięcznego czekania na zewnętrznego integratora.

Jest też efekt polityczny w Brukseli: UE promuje współpracę transgraniczną, ale duży program międzynarodowy, który się opóźnia, potrafi pchnąć stolice ku rozwiązaniom bardziej narodowym i pionowo zintegrowanym - z czystej logiki ograniczania ryzyka, niekoniecznie z ideologii.

Kluczowe pojęcia: modułowość, ryzyko integracji i presja polityczna

Trzy wątki pomagają czytać F126 bez medialnych skrajności.

Podwójne ostrze modułowości

Modułowość obiecuje elastyczność: wymianę modułów zależnie od misji. Ukryty koszt jest stały: każdy moduł wymaga zasilania, chłodzenia, sieci danych, cyberbezpieczeństwa, stabilnych interfejsów i powtarzalnych testów. Jeśli nie zdefiniuje się tego wcześnie, okręt staje się zbiorem wyjątków - a każdy wyjątek wraca podczas odbiorów i certyfikacji.

Częsty błąd to mylenie „kontenerów na pokładzie” z „plug and play”. Na okręcie bojowym moduł prawie zawsze dotyka software’u, sensorów i procedur. Jedna niezgodność interfejsu potrafi zablokować odbiór większych systemów (łączność, radar, system walki), bo testy muszą potwierdzić zachowanie całości, nie tylko części.

Ryzyko integracji jako prawdziwe pole bitwy

Nowoczesne okręty są w dużej mierze platformami software’owymi. Najtrudniejsze spory toczą się między normami, kodem i dostawcami: kto odpowiada za „działanie systemu jako całości” i kto ma realne narzędzia do diagnozy oraz zmian. Kto panuje nad integracją, ma autonomię: szybciej aktualizuje, sprawniej łata podatności i łatwiej adaptuje się do nowych zagrożeń (drony, WRE, pociski).

Niemiecki zwrot w stronę TKMS przy F127 sugeruje, że to dostrzeżono: integracja nie jest „technicznym detalem”, tylko elementem suwerenności operacyjnej. Zbyt daleki outsourcing może oznaczać wolniejsze reakcje i wyższy koszt każdej zmiany w cyklu życia.

Co może wydarzyć się dalej: scenariusze dla Niemiec i Francji

Wariantów jest kilka - żaden bez kosztów. Jeden zakłada renegocjację F126, ograniczenie ambicji i dostarczenie okrętów „użytecznych”, nawet jeśli część zdolności wejdzie etapami (wzrost blokowy). To zwykle zmniejsza straty i pozwala F127 wchłonąć wnioski przy bardziej realistycznym kalendarzu.

Drugi, twardszy, to pogodzenie się z większymi stratami w F126 (mniej okrętów lub niższe zdolności), aby szybciej uwolnić zasoby i „wyczyścić” przejście do F127. Może być spójniejszy technologicznie, ale zwiększa lukę zdolności i podnosi presję na budżet oraz utrzymanie starszych jednostek.

Dla Francji oba warianty niosą zyski i ryzyka: słabsza liczebnie niemiecka flota nawodna zwiększa względną wagę Francji w NATO i na rynku, ale niemiecka nieufność wobec programów wspólnych może utrudnić przyszłe inicjatywy - od obrony powietrznej po drony i pociski.

Dlaczego to ma znaczenie poza „geekami” morskimi i komisjami budżetowymi

Okręty wojenne łączą przemysł high-tech, wiarygodność w sojuszach i politykę wewnętrzną. Potknięcie za 8,52 mld euro to nie tylko księgowość: wpływa na zaufanie między sojusznikami, oczekiwania wyborców i na to, jak rywale oceniają zdolność Europy do dotrzymywania zobowiązań.

Warto też rozumieć dwa skróty, które wracają w takich dyskusjach. „ASW” to ZOP - wykrywanie i zwalczanie okrętów podwodnych (sensory, śmigłowce, uzbrojenie). „VLS” to pionowy system startowy - komórki w pokładzie dla różnych typów pocisków. Oba są kluczowe i oba podbijają koszty, bo wymagają precyzyjnej integracji, mocy, chłodzenia, cyberbezpieczeństwa i długiej kampanii testowej.

Największe ryzyko dla Europy jest powtarzalne: ambicja wyprzedzająca wykonanie. Jeśli zbyt wiele programów pójdzie ścieżką F126, kontynent może skończyć z wyższymi wydatkami i mniejszą liczbą w pełni gotowych okrętów. Francuskie spojrzenie na niemiecki przypadek to mniej schadenfreude, a bardziej praktyczne ostrzeżenie: w dozbrajaniu na morzu dostarczenie liczy się bardziej niż obietnice.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz